22 sty 2011

Amityville, czyli Tam Gdzie Zawsze Jest 3:15

Tekst powstał gdzieś pod koniec 2009 roku. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.


MarlenQ, Tobie zwłaszcza, jako że podobał Ci się tekst o Dark Princess.

Życzę więc miłego czytania.

























Niektóre domy "rodzą" się złe. Tak, moi drodzy! To nie są bajki ani też zwykłe filmy wymyślone z potrzeby zarobku. To czysta, aczkolwiek przerażająca prawda. Tylko ten, kto przeżył taką sytuację, zetknięcie się z przeklętym domem, może wiedzieć co mam na myśli. Przeżył... W dosłownym tego słowa znaczeniu, bo musicie wiedzieć, moi drodzy, że kto raz przekroczył próg takiej posiadłości, może z niej już nigdy nie wyjść.


***

Jestem w swoim mieszkaniu. Wiem, że tu mi nic nie grozi, to miejsce jest dla mnie ostoją bezpieczeństwa. Czuję się tutaj tak swobodnie! Leżę w łóżku i czytam książkę. Ogarnia mnie znużenie. Spoglądam na zegarek.
- Już późno. - stwierdzam i odkładam czytane dzieło.
Gaszę nocną lampkę stojącą przy łóżku i zanurzam się w otchłań snu. Śnię... Sny moje są piękne i kojące. Dają mi odpoczynek po ciężkim dniu.
Ale...
Zaraz...
Coś jest nie tak...!
Budzę się z dziwnym przeczuciem. Zapalam nocną lampkę stojącą na szafce obok łóżka i spoglądam na zegarek:




Coś wisi w powietrzu. Czuję to. Coś niedobrego, lecz nadal nie mogę tego określić. Zapalam światło w całym pokoju, lecz nadal nie czuję się lepiej. Rozglądam się. Nagle serce podchodzi mi do gardła.
- Gdzie ja jestem?! - mało nie krzyczę. - To nie mój dom!
Pomieszczenie urządzone jest w staroświeckim stylu, może z lat 80tych. Niby ładne, ale unosi się w nim jakaś ciężka atmosfera, wypełniając je niczym niewidzialne, duszące kłęby dymu. Czuję, że mam trudności z oddychaniem. Niepewnym krokiem podchodzę do drzwi... Kładę rękę na mosiężnej klamce. Już, już mam ją nacisnąć i otworzyć drzwi, lecz w ostatnim momencie cofam dłoń.
- Co mnie czeka, jeśli otworzę drzwi? - myślę z lekiem.
Nasłuchuję przez chwilę. Wydaje mi się, że za drzwiami słychać jakieś szmery i hałasy. Przełykam nerwowo ślinę i w końcu zdobywam się na odwagę i wychodzę z pokoju
.
To co zastaję w holu sprawia, że o mało nie mdleję. Krzyk zamiera mi w gardle. Brakuje mi tchu, kręci mi się w głowie, aż jestem zmuszona oprzeć się o framugę. Krew! Wszędzie widnieją ślady krwi. Na podłodze, na ścianach... Nawet na suficie! O Boże! Gdzie są wszyscy?! Gdzie moja rodzina?! Gdzie ja się znalazłam?! To koszmar, to jakiś cholerny koszmar!
- Chcę się obudzić, chcę się obudzić, chcę... - powtarzam raz po raz, ale się nie budzę.
Koszmar trwa dalej.
Odrywam się od framugi i z przerażeniem spostrzegam, że w miejscu, gdzie przed chwilą znajdowała się moja dłoń również widnieje ślad krwi. I co gorsza był świeży! Teraz krew znajduje się także na moich rękach.
- NIE!!! - krzyczę i szybko wycieram dłonie o moją koszule nocną zostawiając na białym materiale czerwone smugi.
Wyczuwam jakiś ruch za sobą. Natychmiast zaczynam żałować, że w ogóle wydalam z siebie jakikolwiek dźwięk. Wrażenie ciężkiej atmosfery powróciło. Czuję, że się duszę. Duszę się! Nie mogę oddychać... Opadam na kolana ciężko dysząc. Próbuję złapać każdy łyk powietrza, jaki tylko zdołam. Mój wzrok pada na ścianę po mojej prawej stronie.
Kolejny wstrząs. Równie silny jak poprzednie, ale tym razem nie krzyczę. Nie jestem w stanie. Na ścianie widnieją krwią napisanie słowa:

WELCOME TO AMITYVILLE.

- Muszę stąd uciekać! - myślę gorączkowo i próbuję podejść do schodów.
Czuję się fatalne. Brak mi tchu, wzrok mam zamglony, jakbym patrzyła przez źle umytą szybę, a głowa nie omal mi nie pęka z bólu. A serce ze strachu.
Kolejny krwawy napis:

STĄD NIE MA UCIECZKI.

Potykam się. Spadam ze schodów. Robi mi się ciemno przed oczami. Całe szczęście, że schodów jest niewiele - to półpiętro. Ktoś mnie łapie za skraj nocnej koszuli i podnosi z ziemi. Powoli zaczynam znowu normalnie widzieć. W miarę normalnie.
- Proszę mnie puścić! - krzyczę błagalnie, ale w odpowiedzi słyszę tylko zimny śmiech.
Napastnik obraca mnie tak, że mogę już widzieć kim on jest. To mężczyzna, lecz nie mam czasu dłużej się zastanawiać nad czymkolwiek.
- Giń...! - rzuca się na mnie z siekierą.
Chcę uciec, lecz niestety nie udaje mi się to. Ostrze siekiery zagłębia się w moim ciele. Krzyczę z bólu. Och! Jak to boli! Niech to się wreszcie skończy!
Jeden cios. Następny. I kolejny. Gasnę. Czuję, że odpływa ze mnie życie. Powoli zaczyna wypełniać mnie zimno. Wokół mnie tworzy się kałuża krwi.
- Kim jesteś...? - szepczę z trudem, mam tak niewiele czasu.
- Jego sługą. - pada odpowiedź.
- Czyim sługą? - mój głos jest coraz cichszy.
- Szatana... - ale ja już tego nie słyszę.
Jestem martwa.

***

Otwieram oczy. Otacza mnie jasność, która mnie oślepia. Czyżbym była w niebie?
- Budzi się... - słyszę głos obok mnie, ale nie mam siły obrócić się w tamtą stronę.
- Czy ja jestem w niebie? - pytam. Wymawianie słów sprawia mi ból.
- Nie. Jesteś wśród, żywych. - odpowiada ten sam głos. - Jednak niewiele brakowało, żebyś się tam znalazła. Straciłaś dużo krwi.
- Gdzie oni są? - chcę wiedzieć. - Gdzie moja rodzina?
Nie od razu otrzymuję odpowiedź.
- Odpoczywaj. Musisz dużo odpoczywać.
- Gdzie oni są? - staram się, żeby mój głos brzmiał stanowczo, ale jestem zbyt zmęczona, by nadać mu taki ton.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - pyta głos z wahaniem.
- Tak!
- Oni... Oni wszyscy nie żyją. - głos stawia mnie przed brutalną, straszną prawdą. - Tylko ty ocalałaś.
- Nieee!
Budzi mnie mój własny krzyk.
To sen. To tylko sen...

***

Niektóre domy rodzą się złe. Przeklęte domu, którymi zawładnęło zło w najczystszej postaci. Sam Szatan. Posiadłości takie jak Amityville House. Zanim wprowadziłam się do tego domu byłam zwyczajną, radosną dziewczyną. Taką samą jak miliony innych w moim wieku. Miałam kochającą rodzinę. Byłam szczęśliwa. Zło zamieszkujące Amityville House odebrało mi to wszystko w mgnieniu oka, lecz zostawiło mi coś w zamian. Dało mi cząstkę siebie. Swoje przekleństwo, które mnie wypełnia. Noszę je w sobie, jak dziecko, które matka nosi pod sercem. Jestem częścią Amityville House, a owy dom moją. Pewnego dnia znowu upomni się o mnie, nie mam co do tego wątpliwości. I tym razem mogę tego nie przeżyć.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz